Magia [...] jest w opinii niektórych ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi, za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność, za którymi czyhają wrogie, destrukcyjne siły, moce czystego zła, mogące unicestwić nie tylko tego, kto drzwi te uchyli, ale i cały świat. A ponieważ nie brakuje takich, którzy przy owych drzwiach manipulują, kiedyś ktoś popełni błąd, a wówczas zagłada świata będzie przesądzona i nieuchronna. Magia jest zatem zemstą i orężem Chaosu. To, że po Koniunkcji Sfer ludzie nauczyli posługiwać się magią, jest przekleństwem i zgubą świata. Zgubą ludzkości. I tak jest. Ci, którzy uważają magię za Chaos, nie mylą się

Yennefer z Venerbergu
Andrzej Sapkowski
Krew elfów

czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 5 - Quarrel



JANE

Znów byłam w Zaginionym Mieście. Tym razem jednak przebywałam w lochach. Siedząc na zimnej, wilgotnej, kamiennej podłodze celi bawiłam się jakimś srebrnym łańcuszkiem z czerwonym kryształem. Po pewnym czasie podeszli do mnie strażnicy. Odruchowo schowałam naszyjnik. Jeden z nich odezwał się w jakimś dziwnym języku. Mimo to rozumiałam co ma mi do przekazania.
- Ruszaj się, dziwko.
- Uważaj na słowa. Nawet obalona wciąż jestem władczynią – odpowiedziałam mężczyźnie podobnym dialektem.
- Władczynią… Czego? Więziennych szczurów? Nawet one cię nie słuchają – rzucił szyderczym tonem drugi strażnik. Mężczyźni wywlekli mnie z lochów i zaciągnęli na pałacowy dziedziniec, na którym zebrały się setki elfów. Na środku placu znajdował się ogromny stos. Zostałam przywiązana do pala na jego środku.
- Keiro, córko Wyklętego, za wrogość Korrowi ,I Wielkiemu Władcy zostajesz skazana na śmierć poprzez spalenie na stosie.
Strażnicy podpalili stos. Już po chwili płomienie dosięgły również i mnie…

Gdy się obudziłam znajdowałam się w całkowitej ciemności. Słyszałam głos mojego ojca i jakiegoś innego mężczyzny. Po chwili zaczęłam rozróżniać poszczególne słowa.
- A co jeżeli się nie obudzi?
- Jest to mało prawdopodobne. Nie zużyła tyle mocy, aby znacznie naruszyć Linię Życia.
- A jeżeli się nie obudzi?!
- Jeden pomiot ciemności w tę czy we w tę, co za różnica? – wtrącił się trzeci głos, należący do kobiety.
- Syn, przypominam ci, że mimo wszystko ona jest moją córką.
- Jest elfem. Wrogiem Asgardu.
- Jest jedną z nas. Czy ci się to podoba, czy nie – wtrącił się nieznajomy mężczyzna – Przypomnij mi, po co ją ze sobą braliśmy?
- Byłem jej winien przysługę, bracie – odparł mój ojciec – A że nadarzyła się okazja do spłacenia długu…
- Ale czemu ja muszę wysłuchiwać jej ględzenia o moim pochodzeniu?
- Zamilcz, pomiocie olbrzymów! – wydarła się Syn.
- Słyszysz, znowu zaczyna!
- Nie marudź, Loki. Mogło być gorzej. Ciesz się, że to nie Fylla.
- Oj tak, cały czas narzekałaby, jak to my nie dbamy o obuwie – odparł Loki.
- Jak śmiesz wyrażać się niepochlebnie o córze Asgardu, parszywy Jotunie?!
- Mogę poderżnąć jej gardło? – spytał Loki – Błagam – dodał, przeciągając samogłoski.
- Nie, bracie. Nie wątpię w twoją znajomość przejść pomiędzy światami, ale Syn potrafi je dokładniej zlokalizować.
- A mogę ją uciszyć? Jedno małe zaklęcie…
- Nie, Loki.

Poczułam, że odzyskuję władzę w ciele. Spróbowałam usiąść. Głowa mi pękała, ale utrzymałam się w pionie. Asgardczycy nadal się kłócili, ale nie zwracałam na nich uwagi, ogłuszona bólem w czaszce. Po chwili podeszły do mnie trzy postacie. Obraz zamazał mi się przed oczami. Znów straciłam przytomność.

~*~

- Ilientianie, ponoć miałeś mi coś do powiedzenia
- Tak, Panie. Chodzi o Córkę Malekitha... Ona… Ona żyje.
- A więc znajdź ją i zabij. Nie może odnaleźć Aetheru.
- Wedle życzenia, panie

_________________________________________________________________

I znów wyszło mi takie jakieś niewiadomoco :(
Nic się nie dzieje, ale to jest raczej coś w rodzaju rozdziału przejściowego, a nie pełnoprawnego rozdziału. Jak pewnie zauważyliście, dodałam tytuły rozdziałów. Jak myślicie, pasują?
Dobra, nie przynudzam.

 Czytasz=komentujesz

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 4 - Escape



LOKI

- Witaj bracie – usłyszałem głos mojego „brata”.
- Nie jestem twoim bratem, synu Odyna – odwarknąłem. Ile razy można powtarzać?!
- Dla mnie jesteś bratem, Loki, niezależnie od tego, czyja krew płynie w twych żyłach.
- Po co pofatygowałeś się z wizytą? Będziesz szydzić, drwić?
- Przyszedłem prosić o pomoc.
- Czemuż miałbym przystać na twą propozycję?
- Doskonale wiem, jak nie cierpisz tej celi, Loki. Jeżeli mi pomożesz, uwolnię cię. Oficjalnie i nieoficjalnie.
- Czemu wydaje ci się, że możesz mi ufać? Przecież doskonale mnie znasz.
- Nie ufam ci. Kiedy zdradzisz, po prostu cię zabiję.
- A więc o co ci chodzi, bracie?
- Chcę, byś pomógł mi uwolnić moją córkę.
- Czemu sam tego nie zrobisz?
- Muszę ukryć jej ucieczkę przed Heimdallem. A tylko ty jesteś w stanie sprawić, by Strażnik czegoś nie widział.
- Nie tylko ja. Ona też – powiedziawszy to, wskazałem na dziewczynę w sąsiedniej celi. Nawet tak osłabiony czułem jej moc.
- Może i byłaby w stanie, ale nie potrafi. To ją chcę uwolnić.
- Ją? Przecież tego typu mocą dysponują tylko elfy. Niemożliwe, by była asgardianką.
- A czy w twoich żyłach płynie krew Asgardu? Nie. A mimo to dla mnie jesteś bratem. Tak jak ona córką.
- Ona wie?
- Nie. I ma się nie dowiedzieć. Wiesz, że taka prawda zmienia ludzi.
- Niestety, z doświadczenia. Kiedy zaczynamy?

~*~

OGÓLNY

W całym Pałacu rozbrzmiewał alarm. W lochach wybuchł bunt. Więźniom udało się zniszczyć bariery. Nikt nie zauważył dwóch zakapturzonych postaci kryjących się w cieniu.

Thor, gdy tylko usłyszał dźwięk alarmu, chwycił Miolnir i pobiegł do lochów. Musiał zachować pozory i odwrócić uwagę Wszechojca od ucieczki dwójki więźniów. Jak na razie szło mu całkiem nieźle. Odyn skupiał się na synu, pilnując, aby ten nie wyrżnął w pień wszystkich buntowników. W lochach Asgardu trzymanych było również kilka stworzeń, które nie mogły zostać uszkodzone. Gromowładny trzymał się w pobliżu tych kilku wartościowych więźniów, niebezpiecznie wymachując Miolnirem. Tymczasem Loki i Jane wyszli już z pałacu i przez ogród zmierzali do miejsca, gdzie czekały na nich konie. Dziewczyna, będąc pod wpływem zaklęć Kłamcy, bezwiednie za nim podążała. Parę razy mijały ich oddziały Einherjarów, a wtedy Trickster musiał ukrywać ich pod iluzją. Tymczasem Jane nie wiedziała, co się z nią dzieje. Nie panowała nad własnym ciałem. Podążała za zakapturzonym mężczyzną, nie wiedząc nawet, kim on jest. Chciała stanąć, zawrócić, uciec, ale nie mogła. Jakby była biernym pasażerem własnego ciała. Walcząc z zaklęciem traciła mnóstwo sił. Gdy docierali już do bram pałacu udało jej się wyrwać spod władzy Kłamcy. Radość nie trwała długo. Ostatnie co zobaczyła, to niesamowite, szmaragdowe oczy łapiącego ją Lokiego. Potem otuliła ją aksamitna, nieprzenikniona czerń. Straciła przytomność.

____________________________________________________________________________

Tak wiem, rozdział krótki, nawet jak na mnie. Błagam, nie bijcie!
Wen ma focha. Albo wakacje. Albo Heimdall  wie, co jeszcze. 
Szczerze, nie jestem z tego szczególnie zadowolona. Ale nie mi oceniać. To pozostawiam wam...

Czytasz=komentujesz

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 3 - Not the enemy



-Jane, Córko Thora. Zostajesz oskarżona o używanie czarnej magii. Czy przyznajesz się do winy?
-Nie, panie.
- Przynajmniej 200 Einherjarów widziało, jak używasz Zakazanych Czarów.
- Panie, to nie tak! – krzyknęłam zrozpaczona- Więc od teraz w Asgardzie kara się za użycie wrodzonej mocy?! Jeżeli tak, to zdaje mi się, że coś tu jest nie tak. Czyż nie powinieneś skazać teraz wszystkich magów? Wtedy przynajmniej pozostawiłbyś choć cień sprawiedliwości. Czyż nie winieneś być sprawiedliwym władcą, który wszystkich sądzi jako równych? Pytam się teraz Ciebie, Odynie Wszechojcze, synu Bora. Czymże zawiniłam? – stanowczo zbyt długo przebywam w towarzystwie Asów. Zaczynam już mówić jakposać sprzed kilku stuleci!
- Użyłaś zakazanej magii. Czarnej magii. Wszyscy mogą zaświadczyć, iż zmiotłaś Elfy z powierzchni ziemi używając czarnej energii.
- Moja moc przybiera taką barwę. Urodziłam się z tym, i z tym umrę. Czy przestępstwem jest odmienność? Jeżeli tak, to ten świat nie ma świetlanej przyszłości – Odyn wyprowadził mnie z równowagi. Na moich dłoniach zapłonął czarny ogień, który wręcz pochłaniał światło. Po chwili poczułam, jak nogi się pode mną uginają. Ostatnie, co zobaczyłam, to kilku zlęknionych Einherjarów podbiegających do mnie. Później osunęłam się na ziemię. Widziałam już tylko ciemność…
*Ogólny*
Brunetka stojąca na środku Sali Tronowej była wyraźnie zdenerwowana. Po chwili na jej dłoniach zaczęły tańczyć czarne, pochłaniające światło płomienie. Niedługo później zemdlała.
- Zabrać ją  do lochów! – wydał rozkaz Odyn. Einheriarzy z trwogą wykonali polecenie swego władcy. Bali się tej dziewczyny. Dysponowała potężną mocą czarnomagiczną. To było widać. Ostrożnie, jakby miała zaraz się obudzić i wszystkich pozabijać, zabrali ją do lochu. Pole siłowe niemal od razu otoczyło celę. Wojownicy szybko się oddalili.

Loki ze spokojem przechadzał się po swojej celi. Po chwili coś go zaciekawiło. Podszedł do ściany z pola siłowego. Zobaczył, jak kilku przerażonych Einherjarów wpycha jakąś nieprzytomną dziewczynę do celi. Lekko się uśmiechnął. Czyli kogoś obawiali się bardziej niż jego..

*Jane*
Znów znajdowałam się w Zaginionym Mieście. Tym razem jednak szłam zatłoczoną ulicą w kierunku pałacu. Miałam na sobie czarną, połyskującą suknię, która od pasa w górę ciasno przylegała do ciała, a dół luźno spływał aż do ziemi. Moje włosy były śnieżnobiałe z jednym czarnym pasmem. Nie wiedzieć czemu, wszyscy mi się kłaniali. Dotarłam do pałacu. Strażnicy, kłaniając się z szacunkiem, otworzyli mi wrota budowli. Przekroczywszy próg udałam się w górę schodów. Po chwili podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Delikatnie mnie pocałował, po czym wbił mi sztylet w brzuch.

Obudziłam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Dwie jego ściany, podłoga i sufit były rażąco białe. Dwie pozostałe ściany wyglądały jak zrobione ze szkła, w które wtopiono cieniutką złotą siateczkę. Podeszłam do jednej z nich i dotknęłam jej dłonią. Poczułam niewyobrażalny ból. Odskoczyłam jak oparzona. Spojrzałam na swoją dłoń. Przybrała jeszcze bielszy, wręcz lekko szary odcień. Skóra stała się jakby zrobiona z piasku. Po chwili moja ręka wróciła do pierwotnego wyglądu. Rozejrzałam się wokół. Niedługo później dotarło do mnie, gdzie się znajduję. Byłam w lochu. Skuliłam się w kącie celi i zaczęłam płakać. Co ja zrobiłam?! Nawet nie zauważyłam, kiedy moje dłonie pokrył czarny płomień. Ten świat jest cholernie niesprawiedliwy.

*Ogólny*
- Ojcze, dlaczego?! – wrzasnął Thor wchodząc do Sali tronowej.
- Synu – westchnął Wszechojciec – Czyż nie wydałem dekretu, wedle którego każdy, powtarzam KAŻDY, kto używa czarnej magii ma zostać skazany na pół tysiąclecia pobytu w lochach?
- Ależ Ojcze! Doskonale wiesz, kim ona jest. W jej przypadku czarna aura magiczna jest jak u nas zieleń!
-Nie przewiduję wyjątków. Nawet dla własnej wnuczki.
- Tak jest, ojcze – westchnął Gromowładny i powlókł się do swojej komnaty. Wtem go olśniło. Przecież mógłby sam ją uwolnić! No tak, pozostaje problem ukrycia jej ucieczki przed Heimdallem. Musiałby uwolnić również Lokiego. Tylko czy brat go nie zdradzi? Przygnębiony udał się do lochu. Musiał spróbować. Nie mógł przecież pozwolić, aby jego córka cierpiała bezpodstawnie! Nawet, jeżeli w jej żyłach nie płynęła jego krew. Nieważne, kim się urodziła. Dla niego pozostanie córką…

___________________________________________________

No to jestem. Pod nowym pseudonimem, jednak wciąż ta sama ;)

Czytasz=komentujesz

poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 2 - Someone differend

Szłam powoli ciemnym korytarzem. Nie znałam tego miejsca, a mimo to wiedziałam, że znajduję się w Zaginionym Mieście*. Usłyszałam za sobą nierytmiczne kroki, tak charakterystyczne dla kogoś z trwale uszkodzonymi więzadłami kolanowymi. Nie wiedziałam, kim jest uw człowiek (nie ręczę, że była to istota humanoidalna, ale cóż...), ale wiedziałam, że muszę uciekać. Biegłam labiryntem korytarzy, gdy nagle znalazłam się na tarasie. Cofnęłam się ile mogłam. Oparłam się plecami o poręcz. Po chwili z cienia wyszedł mój prześladowca. Nie przypominał żadnej znanej mi istoty. Jedno jego oko miało barwę krwi, drugie zaś lodu. Włosy były białe, przetykane czarnymi pasmami, a skóra czarna. W ręku trzymał zakrwawiony nóż.
-Już mi nie uciekniesz, księżniczko - powiedział i zaczął się do mnie zbliżać. spojrzałam za siebie. Taras znajdował się na wysokości 2 piętra. Jeśli skoczę, są niskie szanse, że przeżyję, a jeszcze mniejsze, że będę w stanie uciekać. Jeżeli zostanę, mój prześladowca z pewnością wymyśli mi jakiś bolesny rodzaj śmierci. Wybór był prosty...
Skoczyłam...

Obudziłam się, z krzykiem siadając na łóżku. Znów te sny. Westchnęłam. Wstałam i podeszłam do okna. Niebo powoli zaczynało szarzeć.
Ubrana w czarne rurki, czarną koszulę i czarny płaszcz z kapturem, sięgający ziemi, powoli spacerowałam po ogrodzie. Myślałam nad moim dzisiejszym snem. Nie mam pojęcia skąd, ale wiedziałam, że to się kiedyś stanie. Zupełnie jak ostatnio...
Słońce wzniosło się już ponad horyzont. Niespiesznie ruszyłam w stronę pałacu. Po drodze mijałam wielu zabieganych asgardczyków, ale nie myślałam o nich. Wkrótce potem dotarłam do Złotego Dworu. Po przekroczeniu bram usłyszałam dziwny huk. Nie wiedząc co się dzieje, pobiegłam na górę. Zobaczyłam wielki statek, rozwalony na środku Sali Tronowej. Wszędzie wokół dziwne istoty o białych twarzach i włosach oraz pustych, czarnych oczodołach walczyły z oddziałami Einherjarów. Schowałam się za jedną z nielicznych wciąż stojących kolumn i stamtąd przyglądałam się bitwie. Po chwili kilka elfów (przypomniałam sobie jak się nazywają te stworzenia… Sukces!) wyjęło sobie spod żeber jakieś dziwne, ciemnoczerwone kamienie i zacisnęło na nich pięści. Ich wygląd zmienił się. Twarze wciąż wyglądały tak samo, ale ciała dziwnie się rozrosły, pokrywając ciemną skorupą, a ich siła diametralnie wzrosła. Wiedziałam, że strażnicy sobie z nimi nie poradzą. Musiałam to zrobić. Wcześniej zrobiłam to tylko raz, przypadkowo, omal nie zabijając przy tym własnej matki. Wzdrygnęłam się na to wspomnienie. A teraz i tutaj wszyscy mają dowiedzieć się, kim naprawdę jestem. Potworem o dziwnych mocach. Westchnęłam i wyszłam zza kolumny. Skupiłam się na tej dziwnej energii, rozrywającej mnie od środka i wypchnęłam ją z siebie. Z mojego ciała wydobyła się fala czarnej energii. Skupiłam się na tym, żeby nie wyrządzić Asgardczykom żadnej krzywdy. Fala zmiażdżyła elfy, omijając Einherjarów, którzy spojrzeli na mnie. Ich spojrzenia były przepełnione zdziwieniem i trwogą. Skupiłam się na swojej mocy. Czytałam, jak się teleportować. Nawet parę razy mi się to udało! Wymamrotałam pod nosem zaklęcie. Moja sylwetka rozmyła się w czarnej mgle. Po chwili stałam w swoim pokoju. Położyłam się na łóżku. Chciałam się trochę zdrzemnąć po uwolnieniu z siebie całej tej energii poczułam się niezwykle senna. Jednak byłoby zbyt pięknie, gdyby udało mi się zamknąć oczy, prawda? Usłyszałam pukanie do drzwi. Właściwie to nie. Usłyszałam DOBIJANIE SIĘ do drzwi. Niechętnie podniosłam się z materaca i podeszłam do wejścia/wyjścia (jak kto woli). Otworzyłam, a do mojej komnaty wparowało kilku strażników. Z trwogą widoczną w oczach wyprowadzili mnie z komnaty. Po chwili stałam już przed (w połowie rozwalonym) tronem Odyna. Wszyscy zgromadzeni w Sali (no może oprócz nielicznych pozostałych trupów elfów) patrzyli na mnie oskarżycielsko. Chciałam zapaść się pod ziemię, zniknąć. Ale nie chciałam używać tej durnej mocy. Nie chciałam, aby to coś przejęło nade mną kontrolę. Już nigdy więcej...
________________________________________________________________________

*u mnie tak określana jest stolica Mrocznych Elfów.
_________________________________________________________________________

A więc oto i ciąg dalszy mojego opowiadania.
Wciąż nie ma Lokiego. Wybaczcie, błagam! *pada na kolana i w błagalnym geście unosi dłonie*
O bogowie... to się robi coraz bardziej zagmatwane.
Apollo (ach ta mitologia grecka) i mój Wen (tak, wena zmieniła płeć;) ) okazali się być łaskawi i tak oto powstał kolejny rozdział. Może jeszcze hurtem napiszę trzeci...? *z szatańskim uśmiechem unosi wzrok*
Ach no tak...
Zapomniałabym!

Czytasz=komentujesz


niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 1 - Other places

-Jane! Pospiesz się! Heimdall nie będzie wiecznie czekał z otworzeniem Mostu!- krzyczała z dołu moja matka. Dwie Jane Fooster pod jednym dachem to mieszanka wybuchowa. Jednak wspólne miałyśmy tylko nazwisko. Moja matka miała brązowe włosy (poprzeplatane pasmami siwizny), podczas gdy moje kudły były idealnie czarne, za wyjątkiem jednego białego pasma. Jej oczy były karmelowe, a moje jasnoniebieskie, niemal białe. Ona ma lekko opaloną skórę, ja zawsze jestem odblaskowo biała.
-Już idę mamo!- odkrzyknęłam, po czym złapałam torbę i zbiegłam po schodach, omal nie zabijając się o swoją kieckę. Ach, no tak. Miałam na sobie czarną suknie w stylu greckim, ze złotym pasem. Mama chciała mi kupić niebieską, ale jakimś cudem się wybroniłam. Włosy związałam w luźnego warkocza, opadającego na ramię. Zarzuciłam jeszcze czarny płaszcz z kapturem, sięgający ziemi i wyszłam do ogrodu. Krzyknęłam (strasznie dużo dzisiaj krzyczę):
-Heimdallu, otwórz Most
i zniknęłam z midgardu. Widziałam przelatujące obok galaktyki. Po chwili stałam w wielkiej, złotej kuli na jednym z krańców Bifrostu, witając się ze Strażnikiem. Weszłam na most. Pod moimi stopami materia zmieniała barwę na biel i zaczynała świecić.
Przed Bramą czekał na mnie ojciec. Uścisnął mnie (omal nie łamiąc mi przy tym kilku żeber, ale to detal) i ruszyliśmy w stronę gigantycznego, złotego wypierdka mamuta (wybaczcie zryte skojarzenia), będącego (podobno) pałacem. Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Już po krótkiej chwili zorientowałam się, że jego poziom IQ odpowiada kolorowi włosów. Do tego nie wiedział nic o architekturze! Jakim cudem on jest moim ojcem, ja się pytam!
Po przejściu przez wrota pałacu udaliśmy się do kolejnych złotych drzwi. Po chwili stałam przed Odynem Wszechojcem, moim dziadkiem.
- Witaj Jane, moja wnuczko- odezwał się starzec.
- Witaj, dziadku.
-Cóż sprowadza cię na mój dwór?
- Matka uznała, iż najwyższy czas, bym odwiedziła dom przodków, Panie- tu wszyscy wyrażają się zawile i lekko bez sensu, jak w sztukach Szekspira. I do tego należało zachować szacunek do władcy, niezależnie od stopnia pokrewieństwa.
- Witaj więc w Wiecznym Królestwie Jane, córko Thora, księżniczko Asgardu!
Skłoniłam się lekko i opuściłam salę. Dołączyłam do MKT (Mojego Kochanego Tatusia), który zaprowadził mnie do mojej komnaty(dziwnie to brzmi) zawzięcie debatując ze mną o midgardzkich kwiatach (pewnie nawet nie wie, jak wygląda orchidea), po czym pożegnał się i odszedł, zostawiając mnie samą. Rozejrzałam się po pokoju. Ściany pomalowane na ciemnoczerwono (tato, skąd wiedziałeś?) były ozdobione srebrnymi wzorami (wreszcie coś w innej barwie, niż złota). Podłogę przykrywał czarny, włochaty dywan. Po mojej prawej stronie stało dwuosobowe łóżko na srebrzonej ramie, z czerwoną pościelą, komoda i regał z książkami. Pod oknem, z lewej strony, stały dwa fotele obszyte czerwienią, a pomiędzy nimi znajdował się stolik z czarnego szkła. Na środku ściany zlokalizowane było wyjście na ogromny, złoty taras ze schodami do ogrodu. Naprzeciw mnie znajdowały się hebanowe drzwi prowadzące do urządzonej na złoto-czarno łazienki. Rozsuwana szafa okazała się drzwiami do okazałej garderoby.
Poszłam zwiedzać pałac. Gdy znałam już każdy zakamarek swojego nowego domu, udałam się do biblioteki, po czym wróciłam do swoich komnat (wciąż dziwnie to brzmi)
Wyszłam na taras. Na niebie pojawiły się już setki gwiazd. Noce tutaj są takie piękne! Stałam tam jeszcze chwilę, po czym wróciłam do pokoju, zamykając drzwi. Wzięłam z torby swoją ukochaną piżamę (czarny T-shirt z czaszką i legginsy w czaszki) i poszłam do łazienki. Rozplotłam włosy i wzięłam prysznic. Przebrałam się. Wróciwszy do pokoju rzuciłam się na łóżko. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

_____________________________________________________________________

TaDam!
Oto i moje dzieło. *prostuje się dumnie*
Wiem, nie ma akcji |ani Lokiego :'( |ale ten rozdział jest jakby wstępem do akcji.
Przypominam o mojej odwiecznej zasadzie *wybucha śmiechem, po czym szybko się opanowuje*

Czytasz=komentujesz

*odchodzi od komputera i idzie śmiać się dalej*

sobota, 22 listopada 2014

Prolog

Witaj.
Kim jestem?
Nie wiem.
Ale wiem jedno. Jestem potworem.
~*~

Dziś jest ten dzień. Dzień moich 18 urodzin. Opuszczam ten świat. Przeprowadzam się do Wiecznego Królestwa. Jak tam będzie? Kogo tam spotkam?
Nie mam pojęcia.
Ale teraz nie mam czasu. Kończę się pakować. Moja jedyna torba jest już pełna. Przebieram się. Cały czas myślę nad tym, jak będzie u ojca.
Ostatnie spojrzenie przez okno. Mam już tego nigdy nie zobaczyć. Od dziś będę kim innym. Nieśmiertelną księżniczką.
Mam nadzieję, że sny się nie spełnią...

Witam

Cześć wam Ludu!!!
Oto mój trzeci blog.
Tym razem jest to opowiadanie o Lokim Laufeysonie.
Spokojnie, tym razem was nie porzucę ;)